poniedziałek, 28 grudnia 2015

02 Baby, relax


Ciężko było się rozstać po dwóch latach mieszkania razem. Mimo tego, że czasem miałyśmy dość siebie wzajemnie. Tego jaki Mel robiła bałagan albo kiedy sprowadzała chłopaków czy słuchała głośno muzyki. Tego kiedy ja spałam do późna albo próbowałam wymigać się od obowiązków czy zajmowałam łazienkę przez długi czas. Jednak te miłe chwile przeważały i tego było mi naprawdę żal. Wiedziałam, że nic nie zmieni się między nami, wciąż będziemy jak siostry, ale będzie brakowało mi tego jak próbowała na każdy sposób dobudzić mnie rano, robienia wspólnych śniadań czy jakichkolwiek głupot, które zrobiłyśmy. Niczego nie żałowałam.
Kiedy wsiadła już do samochodu pomachałam jej i jej rodzicielce. Później zajęłam miejsce pasażera w aucie brata. Ten nie czekając, zaraz odjechał. Zapięłam po drodze pasy i oparłam głowę o szybę. Powoli zaczynało trapić mnie to, o czym mówiła Mel. Zaczęłam nerwowo wystukiwać rytm palcami na podłokietniku. Popatrzyłam na Dylana, który widocznie był zmęczony ciszą między nami, więc włączył radio.
-Um Dylan?- zapytałam po chwili, on jedynie skinął głową na znak, że słucha- Ilu was tam mieszka?- Miałam wrażenie jakby liczył, bo przez chwilę się nie odzywał. Chciało mi się śmiać.
-Piątka- odparł krótko i skręcił kierownicą w prawo.
-Pewnie cudownie będzie się mieszkało z bandą facetów- wywróciłam oczami, niezadowolona, co zauważył.
-Nie rób problemu, okej?- przyciszył trochę radio- i tak trudno było mi ich przekonać
-Dlaczego?- on pokręcił lekko głową, przez chwilę miałam wrażenie jakby nie miał zamiaru mi odpowiedzieć.
-Nie musisz wiedzieć- mruknął, a ja przez resztę drogi nie odzywałam się.
Kiedy byliśmy już na miejscu, bez słowa wysiadłam. Dylan otworzył bagażnik i wyjął moje walizki. Rozejrzałam się dookoła. Musiałam przyznać, że dom robił wielkie wrażenie. Nie dość, że był duży, to jeszcze pięknie wyglądał od zewnątrz. Może zabrzmi to głupio, ale nawet nigdy nie byłam w jego domu. Nie nadarzyła się taka okazja, a może specjalnie unikał spotkania tutaj. Może miało to coś wspólnego z tym, o czym mówił w samochodzie?
Zabraliśmy moje walizki po chwili znaleźliśmy się już w środku, który zachwycał równie bardzo jak i na zewnątrz. Pomieszczenia były nowoczesne, ale i przytulne. Dzięki dużym oknom do pomieszczeń dostawało się więcej światła.
Brat zaprowadził mnie na górę i pokazał moją sypialnię. Urządzona była w ciemnych kolorach. Do niskich, brązowych mebli pasowały ściany o takim samym odcieniu. Gdzieniegdzie kontrastowały z bielą. Na środku znajdowało się dwuosobowe łóżko z kremową pościelą. Mimo tego, że nie była zbyt duża, spodobała mi się. I tak byłam naprawdę wdzięczna bratu, że zgodził się na mój pobyt tutaj. Zostawił moje walizki na małym, okrągłym dywaniku i spojrzał się na mnie.
-Rozgość się- uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
-Dylan naprawdę ogromnie ci dziękuje- mruknęłam, a on wywrócił lekko oczami.
-Ile razy jeszcze to powtórzysz- zaśmiał się- Miałabyś ochotę wybrać się pod wieczór do klubu?- zapytał, a ja po chwili zastanowienia, skinęłam głową. Zostawił mnie samą, pozwalając się rozpakować.

***

Po odświeżeniu się w łazience, zajęłam się doborem ciuchów na imprezę. Zdecydowałam się na białą spódnicę ołówkową do połowy ud i szary, przylegający crop top z długimi rękawami. Kiedy już wysuszyłam włosy, spryskałam je jedynie lakierem do włosów. Wytuszowałam rzęsy, a na usta nałożyłam ciemną, brązową szminkę. Ubrałam kilka pierścionków i zegarek. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, uznając, że wyglądam naprawdę dobrze. Psiknęłam się jeszcze perfumami i wyszłam. Dylan czekał już w samochodzie. Po drodze pojechaliśmy jeszcze po Melanie.
Wyszliśmy już z samochodu. Na zewnątrz dało się usłyszeć głośną muzykę, dochodzącą z klubu. Będąc już w środku uderzył w nas ostry zapach alkoholu i papierosów, na co się skrzywiłam. Przecisnęliśmy się przez tłum spoconych ciał napalonych nastolatków i znaleźliśmy się przy barze. Siedziało przy nim trzech facetów, z którymi brat się przywitał. Ciekawiło mnie to, którym był ten cały Justin.
-Moja siostra, Cailin i jej przyjaciółka Melanie- wskazał na nas, a ja poczułam się dziwnie, kiedy intensywnie wlepiali w nas wzrok. Kurczowo trzymałam dłoń przyjaciółki.
-Chace- mruknął blondyn siedzący na środku.
-Marco i Blake- Dylan wskazał na resztę, uprzedzając ich przed przedstawieniem się. Jeden z nich, jak myślałam, Marco, wstał i lekko ucałował nasze dłonie, na co zachichotałam cicho.
-Miło was poznać- zagryzł wargę, mówiąc niskim tonem. Nie pytając o zdanie, wyciągnął nas na parkiet. Nie przeszkadzało mi to.- Pójdę po jakieś drinki- brunet poinformował nas i oddalił się.
Nie chcąc przerywać dobrej zabawy, wciąż tańczyłyśmy ze sobą. Świadome swojej atrakcyjności byłyśmy pewne siebie. Ruszałam biodrami w rytm muzyki. Uniosłam lekko ręce. Odwróciłam lekko głowę, czując na sobie czyiś wzrok. Zauważyłam wysokiego mężczyznę. Brunet z blond grzywką, opierał się o ścianę, wlepiając we mnie swój wzrok. Karmelowe oczy wypalające dziurę w moim ciele. Opalona skóra, pokryta tatuażami. Ostro zarysowane kości policzkowe i pełne, czerwone usta. Duże dłonie i długie palce. Muskularna postawa i chłopięcy, a jednocześnie cholernie seksowny uśmiech. Przez chwilę poczułam się skrępowana, ale uniosłam lekko głowę, na znak pewności siebie i wróciłam do tańca. Nie minęła chwila, a poczułam jak silne, wytatuowane ramiona, oplotły mnie wokół talii i przyciągnęły do siebie. Miałam wrażenie, że stanęło mi serce, kiedy przytulił mnie do swojego torsu. Wyraźnie czułam bicie jego serca. Przeszły mnie ciarki, gdy ucałował moją szyję. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, kiedy odwrócił mnie w swoją stronę. Uniosłam głowę, by na niego spojrzeć, był sporo wyższy. Zagryzłam mocno dolną wargę, nie wiedząc jak się zachować. Brunet obrócił mnie wokół własnej osi, a ja miałam wrażenie, że tracę równowagę, więc wpadłam w jego tors, kładąc na nim obie dłonie. Czułam jak jego klatka spokojnie się unosi.
-Ktoś tu na mnie leci- uniósł lekko brew, po czym się zaśmiał. Nie wiedząc, co zrobić zawtórowałam mu, co na pewno wyszło bardzo sztywno, wnioskując jak bardzo spięta byłam-maleńka- szepnął do mojego ucha i przygryzł lekko jego płatek, wywołując u mnie ciarki- rozluźnij się- ucałował miejsce pod uchem, jednocześnie odprowadzając mnie tym do raju. Jęknęłam cicho, podczas gdy on zajął się ssaniem mojej szyi. Jego ramiona ciasno oplatały moją talię, położył zaraz dłonie na moich biodrach i lekko wbił w nie paznokcie, sprawiając, że po moim ciele przebiegły ciarki. Naszych ciał nie oddzielał nawet milimetr. Z każdą sekundą było mi coraz bardziej gorąco, a moje serce biło szybciej. To uczucie dziwnie napływało i znikało. I tak w kółko. Nikt nie wywoływał we mnie takich emocji. Jednocześnie pragnęłam więcej i chciałam, żeby przestał. Nawet nie zauważyłam, kiedy oderwał się ode mnie. A ja wciąż stałam z lekko otwartymi ustami i zamkniętymi oczami. Spotkałam się z jego śmiechem. Momentalnie wróciłam do krainy żywych i kiedy zebrałam wszystkie informacje, łącząc je w całość, zaczerwieniłam się. Wpatrywałam się jedynie w jego twarz, dokładnie widząc każdy detal. Był niesamowicie przystojny.
-Muszę już lecieć, ślicznotko- mruknął i pocałował mnie w skroń. Zostawił mnie samą na środku parkietu. Stałam, myśląc o tym co się stało. Rozejrzałam się dookoła, przypominając sobie o Mel. Spojrzałam na zegarek. Co? Minęło dziesięć minut? Miałam wrażenie, że była to wieczność. Wróciłam do baru i wypiłam drinka, którego podał mi Marco. Zauważyłam przyjaciółkę, bawiącą się w najlepsze z Blake'em. Miałam nadzieję, że nie miała mi za złe tego, co się stało.

***

Mój wzrok napotkał się z irytującym światłem, które zdawało się być jaśniejsze niż kiedykolwiek. Chcąc ukrócić nasze spotkanie, zasłoniłam głowę poduszką, próbując choć jeszcze na chwilę wrócić do krainy Morfeusza. Moje starania okazały się marnymi. Wiedziałam, że nie uda mi się zasnąć. Podniosłam się lekko na łokciach i usiadłam na łóżku ze skrzywioną miną. Musiałam przyzwyczaić się do światła. Przetarłam oczy, rozglądając się po pokoju. Westchnęłam głośno. Czułam się tak cholernie źle. Popatrzyłam na zegarek, wskazujący 11:07. Podniosłam się z łóżka, zrzucając z siebie pościel. Widząc swoje odbicie w lustrze, uznałam, że wyglądam jak katastrofa, na co jęknęłam z dezaprobatą. Wyszłam z pokoju i usłyszałam głosy, dochodzące z kuchni.
-Cóż, to Justin zdążył się nią zająć- mruknął jeden z nich, w jego głosie wyczułam złość. Trafiłam w środek bardzo interesującej rozmowy.
-Zamknijcie się do cholery. Mówicie o mojej siostrze- zmarszczyłam lekko brwi, wciąż trzymając klamkę.
-Właśnie, mówimy o twojej siostrze- syknął inny- Skoro nią jest, dlaczego sprowadzasz na nią takie cholerne niebezpieczeństwo?
-Kurwa, skończ już z tym tematem-warknął, pewnie rozmawiali o tym często, skoro Dylan miał już dość- Zostaw to dla mnie, dobra? Wiem, że jest w niebezpieczeństwie, ale dopóki nikt nie wie, że tutaj jest, wszystko jest w porządku- spotkał się jedynie ze śmiechem z ich strony.
-Czy ty siebie słyszysz?- zaśmiał się pusto- Siedzimy w tym gównie dobre pięć lat, a ciebie nic to nie nauczyło?- o czym do cholery mówili?
-Jesteś pojebany. Sprowadziłeś na nas kolejny problem-warknął zły i uderzył pięścią zapewne w blat, co sprawiło, że się wzdrygnęłam- Jeżeli nie chcesz, żeby się jej coś stało, musisz pilnować jej 24/7, a jak dobrze wiem, mamy kurwa ważniejsze sprawy na głowie!- co do cholery się tam działo? O czym mówili? Byłam całkiem zbita z tropu. Usłyszałam jedynie trzaśnięcie drzwiami, co chyba oznaczało koniec rozmowy. Zeszłam powoli po schodach i po cichu weszłam do kuchni. To, co zobaczyłam, całkiem mnie zszokowało. Wczoraj byłam tak zdezorientowana, że nawet nie zauważyłam, że brakowało jednego do piątki. Stałam z szeroko otwartymi oczami przez dłuższą chwilę. Za chwilę otrząsnęłam się, kiedy dotarło do mnie, że wyglądało to co najmniej dziwnie. Każdy po kolei kipiał ze złości, czego nie dało się nie zauważyć. To raczej ja byłam powodem ich kłótni. Cóż, niezbyt fajnie przebywa się w towarzystwie osób, które uważają cię za problem.
-Cześć- mruknęłam nieśmiało, wchodząc głębiej do kuchni. Odpowiedzieli po chwili. Nalałam sobie wody, od razu wypijając duży łyk. Usłyszałam ciche parsknięcie śmiechem. Odwróciłam się w strone dźwięku i zmarszczyłam brwi.
-Co jest takiego śmiesznego?- założyłam ręce, patrząc na Justina, on wzruszył jedynie ramionami. Głupi uśmieszek nie schodził z jego twarzy- Zadałam pytanie- mruknęłam odrobinę zniecierpliwiona. On podniósł się z miejsca, podchodząc niebezpiecznie blisko mnie.

-A ja ci nie odpowiedziałem- warknął, patrząc na mnie z góry.

01 Be careful, okay?


-Musimy się stąd wynieść- Mel weszła do salonu, w którym właśnie czytałam książkę, podniosłam wzrok, patrząc na nią zdezorientowana.
-O czym ty mówisz?- mruknęłam, patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-O tym mówię. Ciocia niedługo wraca, zapomniałaś, że to jej mieszkanie?- odparła z nutką sarkazmu w głosie. W pewnym stopniu miałam wrażenie, że to na mnie była zła, ale postanowiłam w to nie brnąć.
-Miała zostać w Nowym Jorku na stałe- przygryzłam wnętrze policzka, powoli docierało do mnie ważne pytanie- „gdzie się teraz podzieję?”
-Ale nie zostaje. Boże przestań mnie męczyć- warknęła, a ja uniosłam brwi. Jakim prawem podnosiła na mnie głos, kiedy grzecznie chciałam z nią porozmawiać? Od kilku dni traktowała mnie jak śmiecia, a wydaje mi się, że raczej byłam jej najlepszą przyjaciółką i to od bardzo długiego czasu. Westchnęłam ciężko, nie chcąc wszczynać kłótni, jednak powoli doprowadzała mnie do szału.
-Cholera, teraz nawet nie wiem gdzie za...-zaczęłam, jednak Mel zdołała mi już przerwać.
-A myślisz, że ja wiem?- podniosła na mnie głos, wstając z miejsca. W tamtym momencie wybuchłam.
-Cholera Melanie!- krzyknęłam, zaciskając pięści- O co ci chodzi? Czy to moja wina, że twoja ciotka wraca już do domu? Jesteś dla mnie wredna od kilku dni. Kurcze, masz rodziców kilka ulic stąd, myślisz, że nie przyjmą cię z powrotem?- warknęłam z sarkazmem- moi są na innym kontynencie, zajmując się biznesem, przysyłają mi jedynie pieniądze, myśląc, ze zastąpi mi to ich. Nie jestem dziewczynką, która potrzebuje rodziców na każdym kroku, ale teraz nie mam nawet dachu nad głową...-chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymałam. Przeczesałam nerwowo włosy i wypuściłam głośno powietrze. Mel zajęła swoje miejsce, a między nami zapanowała niezręczna cisza. Sięgnęłam po książkę, udając, że wcale się tym nie przejęłam, ale było całkiem odwrotnie. Wręcz kipiałam ze złości. Już od dawna nie byłam na nią tak zdenerwowana.

***

-Dylan, musimy pogadać- powiedziałam poważnie do słuchawki, stojąc przy oknie. Przygryzłam nerwowo wargę. Przez chwilę nic nie odpowiadał.
-Co jest?- wyczułam zmartwienie w głosie brata. Wystukiwałam palcami rytm na parapecie.
-Wraca ciotka Mel, nie mam gdzie się podziać- zacisnęłam usta w cienką linię, przechodząc od razu do sedna. Dylan zaczął tłumaczyć coś o tym, że przecież mogę zatrzymać się na jakiś czas z u rodziców przyjaciółki, ale ja nawet odrobinę nie miałam ochoty codziennie patrzeć na twarz jej brata, który był zwykłym skurwielem.
-Wiem o tym, ale um... pokłóciłyśmy się, poza tym nie mam zamiaru się narzucać- pokręciłam lekko głową, wymyślając jakąś wymówkę. Nie mogłam przecież powiedzieć mu jaka była prawda.
-Pogadam z chłopakami, okej? Będzie dobrze- próbował mnie pocieszyć, a ja ucieszyłam się w duchu, poczułam ogromną ulgę. Po rozmowie odłożyłam słuchawkę.
Między mną, a Melanie atmosfera wciąż była lekko napięta. Nie sądziłam, że możemy pokłócić się o taką durnotę. Myślałam o tym i jak na zawołanie, przyjaciółka zjawiła się w naszym pokoju.
-Nawet nie chcę rozmawiać o tym, że zachowałam się jak suka, okej?- mruknęła, kładąc się obok mnie, dołączyła się do patrzenia na sufit, które muszę przyznać, było całkiem ciekawym zajęciem- przepraszam- przewróciła się na prawy bok, podpierając się na łokciu, patrzyła na mnie zmartwiona. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam, wciąż czując jej wzrok na sobie. Spojrzałam się na nią i uśmiechnęłam słabo. Przytuliłam się do niej. Przysięgam, że wyczułam jak spada jej kamień z serca, podczas gdy odetchnęła z ulgą.
-Zamieszkamy u moich rodziców i wszystko będzie w porządku, to nic takiego-oblizała wargi, wciąż obejmując mnie ramionami.
-Nie, Mel- pokręciłam lekko głową- Pytałam Dylana, wprowadzam się do nich
-Żartujesz?- odsunęła się ode mnie, widziałam zdziwienie wymalowane na jej twarzy.
-Co masz na myśli? Co dziwnego jest w tym, że mam zamieszkać ze swoim bratem?- uniosłam brew, zbita z tropu.
-Boże Cai, jak można być tak naiwnym?- wywróciła oczami, wtedy już kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi. Patrzyłam na nią z miną typu „no oświeć mnie”. Nie czekałam długo, zaraz wzięła się za tłumaczenie- Dylan nie mieszka sam i dobrze o tym wiesz. Mieszka także z kilkoma innymi przyjaciółmi- popatrzyła na mnie z nadzieją, że wreszcie zaczęłam rozumieć o co chodzi- i jest tam Justin!- pisnęła zniecierpliwiona- Justin Bieber, mówi ci to coś?
-A powinno?
-Chyba sobie żartujesz- zmarszczyła brwi kompletnie zdziwiona- wszyscy o nim pieprzą od...um zawsze, a ty nic nie wiesz?- Naprawdę nie miałam pojęcia co na myśli miała ta dziewczyna i nie miałam już ochoty się domyślać.
-Wiesz, jakoś nie obchodzi mnie pieprzenie innych ludzi- wywróciłam lekko oczami.
- Będziesz pod jednym dachem z najbardziej niebezpieczną osobą w mieście- szepnęła, jakby nie chciała, żeby ktokolwiek to usłyszał. Otworzyłam szerzej oczy i przełknęłam ciężko ślinę. Wiedziałam, że Mel często dramatyzowała i wyolbrzymiała, więc nie brałam tego zbyt do siebie. Ani trochę się nie przejęłam.

kilka dni później

Znosiłam właśnie walizki z trzeciego piętra, uparcie zostając przy wersji, że ciągnięcie ich po schodach będzie lepsze od znoszenia. Westchnęłam ciężko, będąc już tym zmęczona. Przez kilka ostatnich dni pakowałyśmy się i sprzątałyśmy. Chciałyśmy, żeby ciocia Mel zastała mieszkanie w mniej więcej takim samym stanie w jakim je zostawiła.
-Cai pośpiesz się!- krzyknęła przyjaciółka, która była już na parterze. Jak szybko musiała przebierać tymi nóżkami? Westchnęłam i biorąc przykład z przyjaciółki, wreszcie zdecydowałam się podnieść ciężką walizkę. Miałam szczęście, że była już ostatnią. Zebrałam w sobie siły i zbiegłam na dół, zauważając, że Mel z kimś rozmawia. Podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się szeroko, widząc mojego brata. Postawiłam walizkę na betonie i przytuliłam się z nim, stając na palcach.
-Zmężniałeś- zachichotałam, tarmosząc lekko jego policzki.
-Cailin, daj spokój- zaśmiał się, rozbawiony pokręcił głową i zaczął wpakowywać moje walizki do swojego samochodu. Nim się obejrzałam po Melanie przyjechała jej mama.
-Dzień dobry pani!- uśmiechnęłam się, kiedy ta uchyliła szybę w samochodzie.
-Cześć kochanie, co słychać?- zapytała, odwzajemniając uśmiech
-Wszystko w jak najlepszym porządku, a u pani?
-Cieszę się- zaśmiała się- u mnie też, dziękuję, że pytasz
Przeniosłam za chwilę wzrok na przyjaciółkę. Widziałam, że coś ją trapiło. Już chciałam zadać pytanie, kiedy ona zaczęła mówić.
-Uważaj na siebie, okej?- pocałowała mnie w czoło, a ja wywróciłam oczami.
-Nie zachowuj się jakbym była dzieckiem. Nic złego nie stanie mi się w domu mojego brata- wytłumaczyłam jej po raz setny. Już wcześniej robiła mi kazanie o tym, jak niebezpieczny jest ten chłopak, że nawet nie wiem jakim jest człowiekiem (co ciekawe, skąd wiedziała jakim człowiekiem był on, skoro nawet nie widziała go na oczy?), żebym nie nawiązywała z nim bliskiego kontaktu. Chciało mi się już od tego wymiotować. Nie żartuję. Zachowywała się jak moja matka, której nie widziałam dobre dwa lata.
-Cailin, nie żartuje- pokręciła głową, zachowując powagę-Gdybyś zmieniła zdan...
-Nie. Nie będę siedzieć twoim rodzicom na głowie. Poradzę sobie- zapewniłam ją- przysięgam
-Kocham cię- uśmiechnęła się słabo, patrząc na mnie
-Ja ciebie też- przytuliłam się do niej.

niedziela, 27 grudnia 2015

Prolog

-Jesteś pieprzonym sukinsynem- warknęłam, będąc już na skraju załamania. Czułam, że zaraz coś mnie rozniesie albo wybuchnę. Choć gdyby możliwe było zrobienie tych dwóch rzeczy naraz, na pewno by się tak stało. Chłopak jedynie pokręcił lekko głową, nie odpowiadając nic. Nie widziałam w jego oczach niczego. Żadnego uczucia, emocji. Kompletnie NICZEGO. Miałam wrażenie, że w ogóle tego nie przeżywał i właśnie to mnie zgubiło. Nie potrafiłam wyczytać czegokolwiek z jego twarzy. A tak cholernie chciałam wiedzieć czy też czuł przerażenie, rozczarowanie, bezradność i nienawiść jednocześnie (przy okazji- naprawdę porąbane połączenie).
-Jesteś dupkiem!- wrzasnęłam. Byłam roztrzęsiona, płacząc histerycznie. Nie mogłam nawet złapać oddechu. Gdyby przechodził obok nas ktoś, kto nie znał sytuacji, jestem pewna, że uznałby mnie za wariatkę- Kurwa, słyszysz?!- uderzyłam w jego tors, a on zdawał się być nietkniętym- nie zostawisz mnie tutaj!- wciąż stał jak kamień, podczas gdy ja desperacko próbowałam coś wskórać- mogłoby mi się coś stać-zachowywałam się, jakby w tamtym momencie moja krzywda była problemem. Zaczęłam powoli zsuwać się po jego ciele, aż usiadłam na ziemi, chowając twarz w dłoniach. Siedziałam tak przez chwilę. Uniosłam głowę, a jego jakby coś ruszyło. Zauważyłam ból, a nawet łzy w jego oczach.
Jednak odjechał.
Nigdy nie zostawiał mnie samej w takim stanie.