Ciężko było
się rozstać po dwóch latach mieszkania razem. Mimo tego, że
czasem miałyśmy dość siebie wzajemnie. Tego jaki Mel robiła
bałagan albo kiedy sprowadzała chłopaków czy słuchała głośno
muzyki. Tego kiedy ja spałam do późna albo próbowałam wymigać
się od obowiązków czy zajmowałam łazienkę przez długi czas.
Jednak te miłe chwile przeważały i tego było mi naprawdę żal.
Wiedziałam, że nic nie zmieni się między nami, wciąż będziemy
jak siostry, ale będzie brakowało mi tego jak próbowała na każdy
sposób dobudzić mnie rano, robienia wspólnych śniadań czy
jakichkolwiek głupot, które zrobiłyśmy. Niczego nie żałowałam.
Kiedy wsiadła już
do samochodu pomachałam jej i jej rodzicielce. Później zajęłam
miejsce pasażera w aucie brata. Ten nie czekając, zaraz odjechał.
Zapięłam po drodze pasy i oparłam głowę o szybę. Powoli
zaczynało trapić mnie to, o czym mówiła Mel. Zaczęłam nerwowo
wystukiwać rytm palcami na podłokietniku. Popatrzyłam na Dylana,
który widocznie był zmęczony ciszą między nami, więc włączył
radio.
-Um Dylan?-
zapytałam po chwili, on jedynie skinął głową na znak, że
słucha- Ilu was tam mieszka?- Miałam wrażenie jakby liczył, bo
przez chwilę się nie odzywał. Chciało mi się śmiać.
-Piątka- odparł
krótko i skręcił kierownicą w prawo.
-Pewnie cudownie
będzie się mieszkało z bandą facetów- wywróciłam oczami,
niezadowolona, co zauważył.
-Nie rób problemu,
okej?- przyciszył trochę radio- i tak trudno było mi ich przekonać
-Dlaczego?- on
pokręcił lekko głową, przez chwilę miałam wrażenie jakby nie
miał zamiaru mi odpowiedzieć.
-Nie musisz
wiedzieć- mruknął, a ja przez resztę drogi nie odzywałam się.
Kiedy byliśmy już
na miejscu, bez słowa wysiadłam. Dylan otworzył bagażnik i wyjął
moje walizki. Rozejrzałam się dookoła. Musiałam przyznać, że
dom robił wielkie wrażenie. Nie dość, że był duży, to jeszcze
pięknie wyglądał od zewnątrz. Może zabrzmi to głupio, ale nawet
nigdy nie byłam w jego domu. Nie nadarzyła się taka okazja, a może
specjalnie unikał spotkania tutaj. Może miało to coś wspólnego z
tym, o czym mówił w samochodzie?
Zabraliśmy moje
walizki po chwili znaleźliśmy się już w środku, który zachwycał
równie bardzo jak i na zewnątrz. Pomieszczenia były nowoczesne,
ale i przytulne. Dzięki dużym oknom do pomieszczeń dostawało się
więcej światła.
Brat zaprowadził
mnie na górę i pokazał moją sypialnię. Urządzona była w
ciemnych kolorach. Do niskich, brązowych mebli pasowały ściany o
takim samym odcieniu. Gdzieniegdzie kontrastowały z bielą. Na
środku znajdowało się dwuosobowe łóżko z kremową pościelą.
Mimo tego, że nie była zbyt duża, spodobała mi się. I tak byłam
naprawdę wdzięczna bratu, że zgodził się na mój pobyt tutaj.
Zostawił moje walizki na małym, okrągłym dywaniku i spojrzał się
na mnie.
-Rozgość się-
uśmiechnął się lekko, co odwzajemniłam.
-Dylan naprawdę
ogromnie ci dziękuje- mruknęłam, a on wywrócił lekko oczami.
-Ile razy jeszcze
to powtórzysz- zaśmiał się- Miałabyś ochotę wybrać się pod
wieczór do klubu?- zapytał, a ja po chwili zastanowienia, skinęłam
głową. Zostawił mnie samą, pozwalając się rozpakować.
***
Po
odświeżeniu się w łazience, zajęłam się doborem ciuchów na
imprezę. Zdecydowałam się na białą spódnicę ołówkową do
połowy ud i szary, przylegający crop top z długimi rękawami.
Kiedy już wysuszyłam włosy, spryskałam je jedynie lakierem do
włosów. Wytuszowałam rzęsy, a na usta nałożyłam ciemną,
brązową szminkę. Ubrałam kilka pierścionków i zegarek.
Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, uznając, że wyglądam
naprawdę dobrze. Psiknęłam się jeszcze perfumami i wyszłam.
Dylan czekał już w samochodzie. Po drodze pojechaliśmy jeszcze po
Melanie.
Wyszliśmy
już z samochodu. Na zewnątrz dało się usłyszeć głośną
muzykę, dochodzącą z klubu. Będąc już w środku uderzył w nas
ostry zapach alkoholu i papierosów, na co się skrzywiłam.
Przecisnęliśmy się przez tłum spoconych ciał napalonych
nastolatków i znaleźliśmy się przy barze. Siedziało przy nim
trzech facetów, z którymi brat się przywitał. Ciekawiło mnie to,
którym był ten cały Justin.
-Moja
siostra, Cailin i jej przyjaciółka Melanie- wskazał na nas, a ja
poczułam się dziwnie, kiedy intensywnie wlepiali w nas wzrok.
Kurczowo trzymałam dłoń przyjaciółki.
-Chace-
mruknął blondyn siedzący na środku.
-Marco i
Blake- Dylan wskazał na resztę, uprzedzając ich przed
przedstawieniem się. Jeden z nich, jak myślałam, Marco, wstał i
lekko ucałował nasze dłonie, na co zachichotałam cicho.
-Miło
was poznać- zagryzł wargę, mówiąc niskim tonem. Nie pytając o
zdanie, wyciągnął nas na parkiet. Nie przeszkadzało mi to.- Pójdę
po jakieś drinki- brunet poinformował nas i oddalił się.
Nie
chcąc przerywać dobrej zabawy, wciąż tańczyłyśmy ze sobą.
Świadome swojej atrakcyjności byłyśmy pewne siebie. Ruszałam
biodrami w rytm muzyki. Uniosłam lekko ręce. Odwróciłam lekko
głowę, czując na sobie czyiś wzrok. Zauważyłam wysokiego
mężczyznę. Brunet z blond grzywką, opierał się o ścianę,
wlepiając we mnie swój wzrok. Karmelowe oczy wypalające dziurę w
moim ciele. Opalona skóra, pokryta tatuażami. Ostro zarysowane
kości policzkowe i pełne, czerwone usta. Duże dłonie i długie
palce. Muskularna postawa i chłopięcy, a jednocześnie cholernie
seksowny uśmiech. Przez chwilę poczułam się skrępowana, ale
uniosłam lekko głowę, na znak pewności siebie i wróciłam do
tańca. Nie minęła chwila, a poczułam jak silne, wytatuowane
ramiona, oplotły mnie wokół talii i przyciągnęły do siebie.
Miałam wrażenie, że stanęło mi serce, kiedy przytulił mnie do
swojego torsu. Wyraźnie czułam bicie jego serca. Przeszły mnie
ciarki, gdy ucałował moją szyję. Wciągnęłam gwałtownie
powietrze, kiedy odwrócił mnie w swoją stronę. Uniosłam głowę,
by na niego spojrzeć, był sporo wyższy. Zagryzłam mocno dolną
wargę, nie wiedząc jak się zachować. Brunet obrócił mnie wokół
własnej osi, a ja miałam wrażenie, że tracę równowagę, więc
wpadłam w jego tors, kładąc na nim obie dłonie. Czułam jak jego
klatka spokojnie się unosi.
-Ktoś
tu na mnie leci- uniósł lekko brew, po czym się zaśmiał. Nie
wiedząc, co zrobić zawtórowałam mu, co na pewno wyszło bardzo
sztywno, wnioskując jak bardzo spięta byłam-maleńka- szepnął do
mojego ucha i przygryzł lekko jego płatek, wywołując u mnie
ciarki- rozluźnij się- ucałował miejsce pod uchem, jednocześnie
odprowadzając mnie tym do raju. Jęknęłam cicho, podczas gdy on
zajął się ssaniem mojej szyi. Jego ramiona ciasno oplatały moją
talię, położył zaraz dłonie na moich biodrach i lekko wbił w
nie paznokcie, sprawiając, że po moim ciele przebiegły ciarki.
Naszych ciał nie oddzielał nawet milimetr. Z każdą sekundą było
mi coraz bardziej gorąco, a moje serce biło szybciej. To uczucie
dziwnie napływało i znikało. I tak w kółko. Nikt nie wywoływał
we mnie takich emocji. Jednocześnie pragnęłam więcej i chciałam,
żeby przestał. Nawet nie zauważyłam, kiedy oderwał się ode
mnie. A ja wciąż stałam z lekko otwartymi ustami i zamkniętymi
oczami. Spotkałam się z jego śmiechem. Momentalnie wróciłam do
krainy żywych i kiedy zebrałam wszystkie informacje, łącząc je w
całość, zaczerwieniłam się. Wpatrywałam się jedynie w jego
twarz, dokładnie widząc każdy detal. Był niesamowicie przystojny.
-Muszę
już lecieć, ślicznotko- mruknął i pocałował mnie w skroń.
Zostawił mnie samą na środku parkietu. Stałam, myśląc o tym co
się stało. Rozejrzałam się dookoła, przypominając sobie o Mel.
Spojrzałam na zegarek. Co? Minęło dziesięć minut? Miałam
wrażenie, że była to wieczność. Wróciłam do baru i wypiłam
drinka, którego podał mi Marco. Zauważyłam przyjaciółkę,
bawiącą się w najlepsze z Blake'em. Miałam nadzieję, że nie
miała mi za złe tego, co się stało.
***
Mój
wzrok napotkał się z irytującym światłem, które zdawało się
być jaśniejsze niż kiedykolwiek. Chcąc ukrócić nasze spotkanie,
zasłoniłam głowę poduszką, próbując choć jeszcze na chwilę
wrócić do krainy Morfeusza. Moje starania okazały się marnymi.
Wiedziałam, że nie uda mi się zasnąć. Podniosłam się lekko na
łokciach i usiadłam na łóżku ze skrzywioną miną. Musiałam
przyzwyczaić się do światła. Przetarłam oczy, rozglądając się
po pokoju. Westchnęłam głośno. Czułam się tak cholernie źle.
Popatrzyłam na zegarek, wskazujący 11:07. Podniosłam się z łóżka,
zrzucając z siebie pościel. Widząc swoje odbicie w lustrze,
uznałam, że wyglądam jak katastrofa, na co jęknęłam z
dezaprobatą. Wyszłam z pokoju i usłyszałam głosy, dochodzące z
kuchni.
-Cóż,
to Justin zdążył się nią zająć- mruknął jeden z nich, w jego
głosie wyczułam złość. Trafiłam w środek bardzo interesującej
rozmowy.
-Zamknijcie
się do cholery. Mówicie o mojej siostrze- zmarszczyłam lekko brwi,
wciąż trzymając klamkę.
-Właśnie,
mówimy o twojej siostrze- syknął inny- Skoro nią jest, dlaczego
sprowadzasz na nią takie cholerne niebezpieczeństwo?
-Kurwa,
skończ już z tym tematem-warknął, pewnie rozmawiali o tym często,
skoro Dylan miał już dość- Zostaw to dla mnie, dobra? Wiem, że
jest w niebezpieczeństwie, ale dopóki nikt nie wie, że tutaj jest,
wszystko jest w porządku- spotkał się jedynie ze śmiechem z ich
strony.
-Czy ty
siebie słyszysz?- zaśmiał się pusto- Siedzimy w tym gównie dobre
pięć lat, a ciebie nic to nie nauczyło?- o czym do cholery mówili?
-Jesteś
pojebany. Sprowadziłeś na nas kolejny problem-warknął zły i
uderzył pięścią zapewne w blat, co sprawiło, że się
wzdrygnęłam- Jeżeli nie chcesz, żeby się jej coś stało, musisz
pilnować jej 24/7, a jak dobrze wiem, mamy kurwa ważniejsze sprawy
na głowie!- co do cholery się tam działo? O czym mówili? Byłam
całkiem zbita z tropu. Usłyszałam jedynie trzaśnięcie drzwiami,
co chyba oznaczało koniec rozmowy. Zeszłam powoli po schodach i po
cichu weszłam do kuchni. To, co zobaczyłam, całkiem mnie
zszokowało. Wczoraj byłam tak zdezorientowana, że nawet nie
zauważyłam, że brakowało jednego do piątki. Stałam z szeroko
otwartymi oczami przez dłuższą chwilę. Za chwilę otrząsnęłam
się, kiedy dotarło do mnie, że wyglądało to co najmniej dziwnie.
Każdy po kolei kipiał ze złości, czego nie dało się nie
zauważyć. To raczej ja byłam powodem ich kłótni. Cóż, niezbyt
fajnie przebywa się w towarzystwie osób, które uważają cię za
problem.
-Cześć-
mruknęłam nieśmiało, wchodząc głębiej do kuchni. Odpowiedzieli
po chwili. Nalałam sobie wody, od razu wypijając duży łyk.
Usłyszałam ciche parsknięcie śmiechem. Odwróciłam się w strone
dźwięku i zmarszczyłam brwi.
-Co jest
takiego śmiesznego?- założyłam ręce, patrząc na Justina, on
wzruszył jedynie ramionami. Głupi uśmieszek nie schodził z jego
twarzy- Zadałam pytanie- mruknęłam odrobinę zniecierpliwiona. On
podniósł się z miejsca, podchodząc niebezpiecznie blisko mnie.
-A ja ci
nie odpowiedziałem- warknął, patrząc na mnie z góry.