-Musimy się stąd wynieść- Mel
weszła do salonu, w którym właśnie czytałam książkę,
podniosłam wzrok, patrząc na nią zdezorientowana.
-O czym ty mówisz?- mruknęłam,
patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-O tym mówię. Ciocia niedługo wraca,
zapomniałaś, że to jej mieszkanie?- odparła z nutką sarkazmu w
głosie. W pewnym stopniu miałam wrażenie, że to na mnie była
zła, ale postanowiłam w to nie brnąć.
-Miała zostać w Nowym Jorku na stałe-
przygryzłam wnętrze policzka, powoli docierało do mnie ważne
pytanie- „gdzie się teraz podzieję?”
-Ale nie zostaje. Boże przestań mnie
męczyć- warknęła, a ja uniosłam brwi. Jakim prawem podnosiła na
mnie głos, kiedy grzecznie chciałam z nią porozmawiać? Od kilku
dni traktowała mnie jak śmiecia, a wydaje mi się, że raczej byłam
jej najlepszą przyjaciółką i to od bardzo długiego czasu.
Westchnęłam ciężko, nie chcąc wszczynać kłótni, jednak powoli
doprowadzała mnie do szału.
-Cholera, teraz nawet nie wiem gdzie
za...-zaczęłam, jednak Mel zdołała mi już przerwać.
-A myślisz, że ja wiem?- podniosła
na mnie głos, wstając z miejsca. W tamtym momencie wybuchłam.
-Cholera Melanie!- krzyknęłam,
zaciskając pięści- O co ci chodzi? Czy to moja wina, że twoja
ciotka wraca już do domu? Jesteś dla mnie wredna od kilku dni.
Kurcze, masz rodziców kilka ulic stąd, myślisz, że nie przyjmą
cię z powrotem?- warknęłam z sarkazmem- moi są na innym
kontynencie, zajmując się biznesem, przysyłają mi jedynie
pieniądze, myśląc, ze zastąpi mi to ich. Nie jestem dziewczynką,
która potrzebuje rodziców na każdym kroku, ale teraz nie mam nawet
dachu nad głową...-chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale się
powstrzymałam. Przeczesałam nerwowo włosy i wypuściłam głośno
powietrze. Mel zajęła swoje miejsce, a między nami zapanowała
niezręczna cisza. Sięgnęłam po książkę, udając, że wcale się
tym nie przejęłam, ale było całkiem odwrotnie. Wręcz kipiałam
ze złości. Już od dawna nie byłam na nią tak zdenerwowana.
***
-Dylan, musimy pogadać- powiedziałam
poważnie do słuchawki, stojąc przy oknie. Przygryzłam nerwowo
wargę. Przez chwilę nic nie odpowiadał.
-Co jest?- wyczułam zmartwienie w
głosie brata. Wystukiwałam palcami rytm na parapecie.
-Wraca ciotka Mel, nie mam gdzie się
podziać- zacisnęłam usta w cienką linię, przechodząc od razu do
sedna. Dylan zaczął tłumaczyć coś o tym, że przecież mogę
zatrzymać się na jakiś czas z u rodziców przyjaciółki, ale ja
nawet odrobinę nie miałam ochoty codziennie patrzeć na twarz jej
brata, który był zwykłym skurwielem.
-Wiem o tym, ale um... pokłóciłyśmy
się, poza tym nie mam zamiaru się narzucać- pokręciłam lekko
głową, wymyślając jakąś wymówkę. Nie mogłam przecież
powiedzieć mu jaka była prawda.
-Pogadam z chłopakami, okej? Będzie
dobrze- próbował mnie pocieszyć, a ja ucieszyłam się w duchu,
poczułam ogromną ulgę. Po rozmowie odłożyłam słuchawkę.
Między mną, a Melanie atmosfera
wciąż była lekko napięta. Nie sądziłam, że możemy pokłócić
się o taką durnotę. Myślałam o tym i jak na zawołanie,
przyjaciółka zjawiła się w naszym pokoju.
-Nawet nie chcę rozmawiać o tym, że
zachowałam się jak suka, okej?- mruknęła, kładąc się obok
mnie, dołączyła się do patrzenia na sufit, które muszę
przyznać, było całkiem ciekawym zajęciem- przepraszam-
przewróciła się na prawy bok, podpierając się na łokciu,
patrzyła na mnie zmartwiona. Przez dłuższą chwilę nic nie
mówiłam, wciąż czując jej wzrok na sobie. Spojrzałam się na
nią i uśmiechnęłam słabo. Przytuliłam się do niej. Przysięgam,
że wyczułam jak spada jej kamień z serca, podczas gdy odetchnęła
z ulgą.
-Zamieszkamy u moich rodziców i
wszystko będzie w porządku, to nic takiego-oblizała wargi, wciąż
obejmując mnie ramionami.
-Nie, Mel- pokręciłam lekko głową-
Pytałam Dylana, wprowadzam się do nich
-Żartujesz?- odsunęła się ode mnie,
widziałam zdziwienie wymalowane na jej twarzy.
-Co masz na myśli? Co dziwnego jest w
tym, że mam zamieszkać ze swoim bratem?- uniosłam brew, zbita z
tropu.
-Boże Cai, jak można być tak
naiwnym?- wywróciła oczami, wtedy już kompletnie nie wiedziałam o
co jej chodzi. Patrzyłam na nią z miną typu „no oświeć mnie”.
Nie czekałam długo, zaraz wzięła się za tłumaczenie- Dylan nie
mieszka sam i dobrze o tym wiesz. Mieszka także z kilkoma innymi
przyjaciółmi- popatrzyła na mnie z nadzieją, że wreszcie
zaczęłam rozumieć o co chodzi- i jest tam Justin!- pisnęła
zniecierpliwiona- Justin Bieber, mówi ci to coś?
-A powinno?
-Chyba sobie żartujesz- zmarszczyła
brwi kompletnie zdziwiona- wszyscy o nim pieprzą od...um zawsze, a
ty nic nie wiesz?- Naprawdę nie miałam pojęcia co na myśli miała
ta dziewczyna i nie miałam już ochoty się domyślać.
-Wiesz, jakoś nie obchodzi mnie
pieprzenie innych ludzi- wywróciłam lekko oczami.
- Będziesz pod jednym dachem z
najbardziej niebezpieczną osobą w mieście- szepnęła, jakby nie
chciała, żeby ktokolwiek to usłyszał. Otworzyłam szerzej oczy i
przełknęłam ciężko ślinę. Wiedziałam, że Mel często
dramatyzowała i wyolbrzymiała, więc nie brałam tego zbyt do
siebie. Ani trochę się nie przejęłam.
kilka dni później
Znosiłam
właśnie walizki z trzeciego piętra, uparcie zostając przy wersji,
że ciągnięcie ich po schodach będzie lepsze od znoszenia.
Westchnęłam ciężko, będąc już tym zmęczona. Przez kilka
ostatnich dni pakowałyśmy się i sprzątałyśmy. Chciałyśmy,
żeby ciocia Mel zastała mieszkanie w mniej więcej takim samym
stanie w jakim je zostawiła.
-Cai pośpiesz
się!- krzyknęła przyjaciółka, która była już na parterze. Jak
szybko musiała przebierać tymi nóżkami? Westchnęłam i biorąc
przykład z przyjaciółki, wreszcie zdecydowałam się podnieść
ciężką walizkę. Miałam szczęście, że była już ostatnią.
Zebrałam w sobie siły i zbiegłam na dół, zauważając, że Mel z
kimś rozmawia. Podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się szeroko,
widząc mojego brata. Postawiłam walizkę na betonie i przytuliłam
się z nim, stając na palcach.
-Zmężniałeś-
zachichotałam, tarmosząc lekko jego policzki.
-Cailin, daj
spokój- zaśmiał się, rozbawiony pokręcił głową i zaczął
wpakowywać moje walizki do swojego samochodu. Nim się obejrzałam
po Melanie przyjechała jej mama.
-Dzień dobry
pani!- uśmiechnęłam się, kiedy ta uchyliła szybę w samochodzie.
-Cześć kochanie,
co słychać?- zapytała, odwzajemniając uśmiech
-Wszystko w jak
najlepszym porządku, a u pani?
-Cieszę się-
zaśmiała się- u mnie też, dziękuję, że pytasz
Przeniosłam za
chwilę wzrok na przyjaciółkę. Widziałam, że coś ją trapiło.
Już chciałam zadać pytanie, kiedy ona zaczęła mówić.
-Uważaj na siebie,
okej?- pocałowała mnie w czoło, a ja wywróciłam oczami.
-Nie zachowuj się
jakbym była dzieckiem. Nic złego nie stanie mi się w domu mojego
brata- wytłumaczyłam jej po raz setny. Już wcześniej robiła mi
kazanie o tym, jak niebezpieczny jest ten chłopak, że nawet nie
wiem jakim jest człowiekiem (co ciekawe, skąd wiedziała jakim
człowiekiem był on, skoro nawet nie widziała go na oczy?), żebym
nie nawiązywała z nim bliskiego kontaktu. Chciało mi się już od
tego wymiotować. Nie żartuję. Zachowywała się jak moja matka,
której nie widziałam dobre dwa lata.
-Cailin, nie
żartuje- pokręciła głową, zachowując powagę-Gdybyś zmieniła
zdan...
-Nie. Nie będę
siedzieć twoim rodzicom na głowie. Poradzę sobie- zapewniłam ją-
przysięgam
-Kocham cię-
uśmiechnęła się słabo, patrząc na mnie
-Ja ciebie też-
przytuliłam się do niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz