poniedziałek, 28 grudnia 2015

01 Be careful, okay?


-Musimy się stąd wynieść- Mel weszła do salonu, w którym właśnie czytałam książkę, podniosłam wzrok, patrząc na nią zdezorientowana.
-O czym ty mówisz?- mruknęłam, patrząc na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-O tym mówię. Ciocia niedługo wraca, zapomniałaś, że to jej mieszkanie?- odparła z nutką sarkazmu w głosie. W pewnym stopniu miałam wrażenie, że to na mnie była zła, ale postanowiłam w to nie brnąć.
-Miała zostać w Nowym Jorku na stałe- przygryzłam wnętrze policzka, powoli docierało do mnie ważne pytanie- „gdzie się teraz podzieję?”
-Ale nie zostaje. Boże przestań mnie męczyć- warknęła, a ja uniosłam brwi. Jakim prawem podnosiła na mnie głos, kiedy grzecznie chciałam z nią porozmawiać? Od kilku dni traktowała mnie jak śmiecia, a wydaje mi się, że raczej byłam jej najlepszą przyjaciółką i to od bardzo długiego czasu. Westchnęłam ciężko, nie chcąc wszczynać kłótni, jednak powoli doprowadzała mnie do szału.
-Cholera, teraz nawet nie wiem gdzie za...-zaczęłam, jednak Mel zdołała mi już przerwać.
-A myślisz, że ja wiem?- podniosła na mnie głos, wstając z miejsca. W tamtym momencie wybuchłam.
-Cholera Melanie!- krzyknęłam, zaciskając pięści- O co ci chodzi? Czy to moja wina, że twoja ciotka wraca już do domu? Jesteś dla mnie wredna od kilku dni. Kurcze, masz rodziców kilka ulic stąd, myślisz, że nie przyjmą cię z powrotem?- warknęłam z sarkazmem- moi są na innym kontynencie, zajmując się biznesem, przysyłają mi jedynie pieniądze, myśląc, ze zastąpi mi to ich. Nie jestem dziewczynką, która potrzebuje rodziców na każdym kroku, ale teraz nie mam nawet dachu nad głową...-chciałam powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymałam. Przeczesałam nerwowo włosy i wypuściłam głośno powietrze. Mel zajęła swoje miejsce, a między nami zapanowała niezręczna cisza. Sięgnęłam po książkę, udając, że wcale się tym nie przejęłam, ale było całkiem odwrotnie. Wręcz kipiałam ze złości. Już od dawna nie byłam na nią tak zdenerwowana.

***

-Dylan, musimy pogadać- powiedziałam poważnie do słuchawki, stojąc przy oknie. Przygryzłam nerwowo wargę. Przez chwilę nic nie odpowiadał.
-Co jest?- wyczułam zmartwienie w głosie brata. Wystukiwałam palcami rytm na parapecie.
-Wraca ciotka Mel, nie mam gdzie się podziać- zacisnęłam usta w cienką linię, przechodząc od razu do sedna. Dylan zaczął tłumaczyć coś o tym, że przecież mogę zatrzymać się na jakiś czas z u rodziców przyjaciółki, ale ja nawet odrobinę nie miałam ochoty codziennie patrzeć na twarz jej brata, który był zwykłym skurwielem.
-Wiem o tym, ale um... pokłóciłyśmy się, poza tym nie mam zamiaru się narzucać- pokręciłam lekko głową, wymyślając jakąś wymówkę. Nie mogłam przecież powiedzieć mu jaka była prawda.
-Pogadam z chłopakami, okej? Będzie dobrze- próbował mnie pocieszyć, a ja ucieszyłam się w duchu, poczułam ogromną ulgę. Po rozmowie odłożyłam słuchawkę.
Między mną, a Melanie atmosfera wciąż była lekko napięta. Nie sądziłam, że możemy pokłócić się o taką durnotę. Myślałam o tym i jak na zawołanie, przyjaciółka zjawiła się w naszym pokoju.
-Nawet nie chcę rozmawiać o tym, że zachowałam się jak suka, okej?- mruknęła, kładąc się obok mnie, dołączyła się do patrzenia na sufit, które muszę przyznać, było całkiem ciekawym zajęciem- przepraszam- przewróciła się na prawy bok, podpierając się na łokciu, patrzyła na mnie zmartwiona. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam, wciąż czując jej wzrok na sobie. Spojrzałam się na nią i uśmiechnęłam słabo. Przytuliłam się do niej. Przysięgam, że wyczułam jak spada jej kamień z serca, podczas gdy odetchnęła z ulgą.
-Zamieszkamy u moich rodziców i wszystko będzie w porządku, to nic takiego-oblizała wargi, wciąż obejmując mnie ramionami.
-Nie, Mel- pokręciłam lekko głową- Pytałam Dylana, wprowadzam się do nich
-Żartujesz?- odsunęła się ode mnie, widziałam zdziwienie wymalowane na jej twarzy.
-Co masz na myśli? Co dziwnego jest w tym, że mam zamieszkać ze swoim bratem?- uniosłam brew, zbita z tropu.
-Boże Cai, jak można być tak naiwnym?- wywróciła oczami, wtedy już kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi. Patrzyłam na nią z miną typu „no oświeć mnie”. Nie czekałam długo, zaraz wzięła się za tłumaczenie- Dylan nie mieszka sam i dobrze o tym wiesz. Mieszka także z kilkoma innymi przyjaciółmi- popatrzyła na mnie z nadzieją, że wreszcie zaczęłam rozumieć o co chodzi- i jest tam Justin!- pisnęła zniecierpliwiona- Justin Bieber, mówi ci to coś?
-A powinno?
-Chyba sobie żartujesz- zmarszczyła brwi kompletnie zdziwiona- wszyscy o nim pieprzą od...um zawsze, a ty nic nie wiesz?- Naprawdę nie miałam pojęcia co na myśli miała ta dziewczyna i nie miałam już ochoty się domyślać.
-Wiesz, jakoś nie obchodzi mnie pieprzenie innych ludzi- wywróciłam lekko oczami.
- Będziesz pod jednym dachem z najbardziej niebezpieczną osobą w mieście- szepnęła, jakby nie chciała, żeby ktokolwiek to usłyszał. Otworzyłam szerzej oczy i przełknęłam ciężko ślinę. Wiedziałam, że Mel często dramatyzowała i wyolbrzymiała, więc nie brałam tego zbyt do siebie. Ani trochę się nie przejęłam.

kilka dni później

Znosiłam właśnie walizki z trzeciego piętra, uparcie zostając przy wersji, że ciągnięcie ich po schodach będzie lepsze od znoszenia. Westchnęłam ciężko, będąc już tym zmęczona. Przez kilka ostatnich dni pakowałyśmy się i sprzątałyśmy. Chciałyśmy, żeby ciocia Mel zastała mieszkanie w mniej więcej takim samym stanie w jakim je zostawiła.
-Cai pośpiesz się!- krzyknęła przyjaciółka, która była już na parterze. Jak szybko musiała przebierać tymi nóżkami? Westchnęłam i biorąc przykład z przyjaciółki, wreszcie zdecydowałam się podnieść ciężką walizkę. Miałam szczęście, że była już ostatnią. Zebrałam w sobie siły i zbiegłam na dół, zauważając, że Mel z kimś rozmawia. Podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się szeroko, widząc mojego brata. Postawiłam walizkę na betonie i przytuliłam się z nim, stając na palcach.
-Zmężniałeś- zachichotałam, tarmosząc lekko jego policzki.
-Cailin, daj spokój- zaśmiał się, rozbawiony pokręcił głową i zaczął wpakowywać moje walizki do swojego samochodu. Nim się obejrzałam po Melanie przyjechała jej mama.
-Dzień dobry pani!- uśmiechnęłam się, kiedy ta uchyliła szybę w samochodzie.
-Cześć kochanie, co słychać?- zapytała, odwzajemniając uśmiech
-Wszystko w jak najlepszym porządku, a u pani?
-Cieszę się- zaśmiała się- u mnie też, dziękuję, że pytasz
Przeniosłam za chwilę wzrok na przyjaciółkę. Widziałam, że coś ją trapiło. Już chciałam zadać pytanie, kiedy ona zaczęła mówić.
-Uważaj na siebie, okej?- pocałowała mnie w czoło, a ja wywróciłam oczami.
-Nie zachowuj się jakbym była dzieckiem. Nic złego nie stanie mi się w domu mojego brata- wytłumaczyłam jej po raz setny. Już wcześniej robiła mi kazanie o tym, jak niebezpieczny jest ten chłopak, że nawet nie wiem jakim jest człowiekiem (co ciekawe, skąd wiedziała jakim człowiekiem był on, skoro nawet nie widziała go na oczy?), żebym nie nawiązywała z nim bliskiego kontaktu. Chciało mi się już od tego wymiotować. Nie żartuję. Zachowywała się jak moja matka, której nie widziałam dobre dwa lata.
-Cailin, nie żartuje- pokręciła głową, zachowując powagę-Gdybyś zmieniła zdan...
-Nie. Nie będę siedzieć twoim rodzicom na głowie. Poradzę sobie- zapewniłam ją- przysięgam
-Kocham cię- uśmiechnęła się słabo, patrząc na mnie
-Ja ciebie też- przytuliłam się do niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz